Pół roku z życia sklepu z prezentami i gadżetami
Co mogę powiedzieć z perspektywy półrocznej działalności? Muszę przyznać, że jak wiele osób wspomina, niewiele z pierwotnego harmonogramu i biznesplanu pozostało. Od początku mnożyły się trudności, opóźnienia, przesunięcia i w efekcie wiele z zakładanych działań promocyjnych nie odbyło się lub odbyło znacznie później. Sam efekt wielu spośród z nich również różnił się od oczekiwanych w ten o to sposób powstała wielka chaotyczna masa tworzenia.
Po pół roku GodsToys.pl przemienił się z niewielkiego warszawskiego sklepiku internetowego w znacznie ambitniejszy projekt, który zwiększył dostępny asortyment trzykrotnie. Opracowaliśmy przy tym nową wersje strony i poprawiliśmy szereg błędów technicznych, wizualnych itd. Pracy było naprawdę dużo, a rozczarowań jeszcze więcej i na to musi nastawiać się każdy startupowiec. No poza tymi nielicznymi, których pierwotny zamysł od pierwszych dni chwyci i tylko się rozwija.
Z mojej perspektywy te 6 miesięcy życia GodsToys.pl to pasmo niewielkich sukcesów przelatanych mniejszymi i większymi porażkami. Zawodowymi, prywatnymi – jakoś tak los sprawia, że hartuje człowieka i sprawdza czy dorósł do większego projektu. Myślę, że te początkowe przeciwności i niepowodzenia są właśnie do tego, aby ukształtować charakter, wzmocnić się psychicznie.
Pamiętam własne początki związane z handlem. Gdy sprzedawałem po 20 sztuk masażerów miesięcznie. Pamiętam również radość spowodowaną gdy trafiło się jednorazowe zamówienie na 10 czy dwadzieścia sztuk. Później pierwsze 100 i cały czas strefa komfortu powiększała się. Masażer głowy stawał się coraz bardziej popularny i pojawiały się coraz większe i większe zamówienia. Zgłaszały się agencje reklamowe i dopiero kilka mc później miałem zrozumieć, że rynek wszedł w fazę darmowych próbek i tym samym prawie umarł – dla „nie importerów”…
Jednak z lekkim uśmiechem wspominam stres jaki odczuwałem na początku, gdy miałem „dużo” zamówień i brakowało mi 20 sztuk. Szukanie nowych dostawców, telefony, nerwy, oczekiwania. Kilka mc później nie przejmowałem się, gdy brakowało kilka tysięcy sztuk. Wszystko dzięki tym małym wcześniejszym przeciwnościom losu.
Dlatego każdy startupowiec, choć na pewno nie raz będzie pełen zniechęcenia i zwątpienia. Powinien zrozumieć, że właśnie świat biznesu urabia go i hartuje. Aby był jeszcze lepszy i jeszcze skuteczniejszy w przyszłości i mógł sprostać nowym wyzwaniom.
Dla mnie takim wyzwaniem będzie na pewno okres Świąt Bożego Narodzenia. Spodziewam się znacznie większego ruchu niż obecnie i jednocześnie na dużo bardziej zróżnicowanym asortymencie. W końcu ludzie nie będą już tylko kupować prezentów na wieczory kawalerskie, a dla bliskich w różnym wieku. O ile firma o dużych zasobach finansowych może spokojnie zwiększyć stan produktów na magazynie, oraz zwiększyć okresowo zatrudnienie i tym samym zabezpieczyć się. To o tyle mały startup z coraz większym asortymentem, tego komfortu nie ma. Tym bardziej, że prócz komplikacji asortymentowych mogą nastąpić opóźnienia wywołane pracą poczty czy kurierów o dynamicznych odbiorach prezentów w warszawie nie wspominając. Jednak zamiast drżenia i lęku czuję lekkie podniecenie na samą myśl, ale to może będzie okazja na nowy wpisy za pół roku…

