Zakończenie : Ludzie którzy mają charakter.

2009 październik 7
autor: Zyje_sobie

“Ludzie mający charakter postępują właściwie nie dlatego, że myślą, że zmienią przez to świat, lecz dlatego, że nie godzą się na to, by świat ich zmienił.” – Michael Josephson

 

Witam serdecznie!
Jak napewno część z was zauważyła notki mojego autorstwa (Jakub Zieliński ;) zostały ostatnio zaniedbane. Sądziłem, że to się zmieni, ale tematyka wokół, której pierwotnie miałbyć zorientowany blog (uzależnienia, depresja itd.), przestały tak bardzo zaprzątać moją głowę. Lubię być uczciwy, bo sądzę, że każdy na to zasługuje. Projekt Upadki.wordpress.com – miałbyć przeniesiony pod inną domenę… niestety i to okazało sie utrudnione… Migracja nie powiodła się, a w związku z tym, z wielu późniejszych założeń też musiałem zrezygnować – być może to zabiło ducha projektu, który w przyszłości miał stać się portalem… jakim? o tym kiedyś jeszcze tutaj napiszę.

Na tą chwilę, blog oficjalnie zostaje zawieszony. Prawdopodobnie powstanie inny… rozmyty tematycznie od notek o poszukiwaniu pracy, zabawnych sytuacji życia codziennego, refleksji na temat alkoholu itd. ale kiedy i czy powstanie? Czas pokaże…

 

Dziękuję wszystkim czytelnikom za te nieliczne komentarze ;) i maile do mnie :) Wszystkich zainteresowanych rozmową ze mną, zapraszam na:

jakubz(at)poczta.onet.pl

Co dalej z “Upadkami”? Prawdopodobnie póki nie powstanie inne miejsce… to właśnie tutaj, pojawiać będą się wymieszane tematycznie wpisy… ale któż to wie?

Czy inwestorzy powinni bać się tajemniczych statków?

2009 wrzesień 26

Artykuł nie jest związany z psychologią, ale może kogoś zainteresuje. Przeklejam cały, na końcu jest źródło i autor.

Czy inwestorzy powinni bać się tajemniczych statków?

Tajemnicza flota od kilku tygodni gromadzi się u wybrzeży Singapuru. Zakotwiczonych statków towarowych, bez załogi i bez załadunku, jest już więcej niż wszystkich amerykańskich i brytyjskich okrętów zbrojnych razem wziętych. To jednak nie mobilizacja militarna, to globalna poczekalnia dla ofiar recesji.

Czegoś takiego nie obserwowaliśmy w całej historii światowego handlu. Normalnie o tej porze roku wypełnione po brzegi statki kursują między największymi portami, aby surowce na czas dotarły do fabryk w Azji, a wyprodukowane przez nie towary zdążyły na Święta Bożego Narodzenia trafić na sklepowe półki w Europie i Stanach Zjednoczonych.

W tym roku sytuacja wygląda diametralnie inaczej – kilka tygodni przed szczytem najgorętszego okresu zakupowego 12% światowej floty towarowej stoi bezczynnie. Ekonomiści woleliby przymknąć oko na to zjawisko i wierzyć, że odbijające się wskaźniki dynamiki PKB i nastroje konsumentów oznaczają faktyczny powrót koniunktury. Prawdopodobnie woleliby również, aby zdjęcia z wód na wschód od Singapuru nie ujrzały światła dziennego.

Miejsce postoju dla bezzałogowych „statków-duchów” wyznaczono pomiędzy Singapurem a południową Malezją, gdzie wybrzeża porośnięte są gęstą, tropikalną dżunglą. Rybacy z okolicznych wiosek kierowani są przez ochronę frachtowców na otwarte wody. Brytyjski dziennikarz, który wybrał się w te okolice donosi, że na niektórych statkach nie ma żywej duszy, a po nienaturalnym poziomie zanurzenia okrętów łatwo ocenić, że stoją one bez załadunku. Każda, nawet najmniejsza łódź zbliżająca się do gigantycznej poczekalni globalnych przewoźników wywołuje przerażenie u nielicznych osób znajdujących się na pokładach – obawiają się oni najazdu piratów, przed którymi nie mieliby najmniejszych szans na obronę. Co oznacza to tajemnicze zjawisko?

Balic Dry odporny na spekulantów
Aby to zrozumieć przenieśmy się o kilka tysięcy mil morskich, do miejsca, z którego koordynowany jest światowy handel i transport morski – do Londynu. To tutaj na giełdzie Baltic Exchange każdego dnia o godz. 13 ponad 400 brokerów sprawdza, ile kosztuje przewóz surowców i sypkich towarów na głównych trasach – np. ile trzeba zapłacić za przewóz 150 tys. ton rudy żelaza z Australii do Chin albo 80 tys. ton węgla z RPA na Tajwan.

Dla inwestorów wskaźnikiem, który obrazuje zmiany cen frachtów w globalnej skali jest indeks Baltic Dry. W przeciwieństwie do giełdowych indeksów nie jest on podatny na manipulację ze strony największych instytucji finansowych, gdyż jego wartości ustalane są wyłącznie w oparciu o rzeczywiste zamówienia na usługi firm transportowych, a dodatkowo nie jest on instrumentem bazowym dla żadnych instrumentów pochodnych, co mogłoby zachęcać spekulantów do wpływania na kurs.

Ceny frachtów w przeddzień kryzysu
W gronie analityków indeks ten uważa się często za jeden z lepszych wskaźników wyprzedzających koniunkturę w globalnym przemyśle oraz na rynkach surowcowych. Kiedy Baltic Dry Index (BDI) zwyżkuje oznacza to, że faktyczny popyt na usługi przewoźników rośnie, zatem kwitnie handel międzynarodowy.

Rekordową wartość ponad 11600 pkt osiągnął w maju 2008, czyli na kilka tygodni przed rozpoczęciem Igrzysk Olimpijskich w Pekinie, gdy Chiny rzutem na taśmę kończyły wielkie projekty budowlane, a wychodzący na jaw kryzys finansowy wydawał się być jeszcze wyłącznie lokalnym problemem USA (kredyty subprime). O tym, jak drastycznie zahamowała światowa wymiana towarowa w kolejnych miesiącach może świadczyć fakt, że w grudniu 2008 r. BDI osiągnął wartość poniżej 700 pkt. W tym samym czasie zakończyła się hossa na rynku surowców, a trudności w pozyskaniu finansowania (kolejny etap kryzysu) wyeliminowały z rynku tysiące międzynarodowych firm.

Chiny kończą ciągnąć światowy handel
W styczniu tego roku Balic Dry odbił się powyżej 1000 pkt. W ciągu pierwszego półrocza Chiny, wykorzystując okazyjnie niskie ceny (i własne nadwyżki finansowe), uzupełniały zapasy metali i innych surowców w tempie nie obserwowanym nawet przed latem 2008 r. Było to jednym z najważniejszych czynników pobudzających światową gospodarkę.

W czerwcu BDI zbliżył się w okolice 4300 pkt, czyli odrobił prawie połowę spadków z drugiej połowy 2008 r. Wzrost tego indeksu o kilka tygodni wyprzedzał powrót kupujących na rynek miedzi i innych surowców. Jednak wiara, że taki stan rzeczy może być długotrwały, to złudzenia pozbawione racjonalnych podstaw.

Korporacje międzynarodowe (głównie handlujące metalami przemysłowymi) prezentując zaskakująco dobre wyniki za drugi kwartał 2009 r., przestrzegały inwestorów, że nienaturalnie wysokie zamówienia ze strony Chin zaczynają wysychać. Jeśli to niewystarczający argument, to dodajmy, że władze Państwa Środka negocjując z takimi firmami jak Rio Tinto czy BHP Billiton, zdołały uzyskać rabaty rzędu 30-40% na ceny metali obowiązujące do końca 2010 r.

Przewoźnicy opuszczają kotwice
Od szczytów z czerwca do połowy września 2009 r. BDI spadł o 43%. Analitycy ankietowani przez agencję Bloomberg szacują, że do końca roku koszt wyczarterowania statku towarowego wielkości Statuy Wolności (w branży transportowej rozmiar ten określa się mianem capesize) spadnie o połowę, z ok. 38 tys. USD za dobę do 18 tys. USD.

Stawki frachtowe spadły przeciętnie od tegorocznych rekordów o ok. 56%, a organizacja OECD prognozuje, że światowa wymiana towarowa będzie w 2009 r. o 16% niższa niż przed rokiem. Ceny transportu drogą morską różnią się znacząco dla poszczególnych typów okrętów, ale ogólna tendencja przemawia zdecydowanie na niekorzyść przewoźników. Ponad rok temu wyczarterowanie tankowca Aframax (ok. 80-120 tys. ton) na jeden dzień kosztowało 50 tys. USD, obecnie jest to nieco ponad 5500 USD za dobę.

Trudno się dziwić, że statki przestają kursować, skoro ich właściciele muszą dopłacać do interesu. Jeden z największych na świecie przewoźników, firma Maersk, w pierwszym półroczu 2009 r. po raz pierwszy w 105-letniej historii działalności odnotowała stratę.

Nowych statków przybywa szybciej niż kiedykolwiek
Popytowa część rynku to tylko jedna strona medalu. Tajemnicze zgromadzenie olbrzymich frachtowców na wodach pomiędzy Singapurem i Malezją po części wyjaśniać może przemysł stoczniowy. W tym roku, według firmy Fearnley Consultants A/S, światowe stocznie oddadzą do użytku 146 okrętów o najwyższym tonażu (capesize to statki przewożące powyżej 172 tys. ton), a to oznacza wzrost liczebności floty (wyłącznie w tej kategorii wagowej) o 28%.

Dyrektor największego londyńskiego brokera morskiego, firmy Clarksons, szacuje, że podaż (mierzona tonażem floty) wzrośnie w tym roku łącznie o ok. 12%., przy jednoczesnym spadku popytu na transport kontenerów o ok. 8%.

Produkcja statków rządzi się swoimi prawami. Zamówienia składane są przeważnie z trzyletnim wyprzedzeniem, dlatego niezwykle trudno planować posunięcia. W tym roku na wody wpłyną okręty, które zamawiano w 2006 i 2007 r., czyli w okresie najlepszej koniunktury. Południowokoreańskie stocznie odpowiedzialne za ok. 40% globalnego rynku miały do tej pory ręce pełne roboty, obecnie narzekają na zupełny brak zamówień. W 2005 r. paniczna wręcz fala zamówień wynikała z faktu, że tonaż dostępnej floty przewyższał zapotrzebowanie zaledwie o 0,7%, a w portach tworzyły się kolejki. Na wystąpienie podobnych warunków w najbliższych latach branża stoczniowa i przewoźnicy morscy nie powinni liczyć.

Jakie z tego wnioski dla inwestorów?
Dla przeciętnego inwestora powyższe fakty mogą nie nieść jednoznacznych wniosków. Ceny akcji idą przecież w górę od pół roku, a giełda według ekonomistów podobno wyprzedza o kilka miesięcy zjawiska zachodzące w realnej gospodarce. Za kilka miesięcy sezon świątecznych zakupów może jednak przynieść zimny prysznic.

Sądząc po zamierającym ruchu morskim czy kilkudziesięcioprocentowych spadkach eksportu w największych gospodarkach świata można sądzić, że Amerykanie i Europejczycy nie potrzebują więcej konsol do gry i telefonów komórkowych z Azji – przynajmniej w tym roku. Warto więc liczyć się ze scenariuszem, że zimą Mikołaj przyniesie rózgę ekonomistom zbyt powierzchownie oceniającym rzeczywistość.

Źródło: Raport Open Finance, Łukasz Wróbel. 

Czy inwestorzy powinni bać się tajemniczych statków?

Tajemnicza flota od kilku tygodni gromadzi się u wybrzeży Singapuru. Zakotwiczonych statków towarowych, bez załogi i bez załadunku, jest już więcej niż wszystkich amerykańskich i brytyjskich okrętów zbrojnych razem wziętych. To jednak nie mobilizacja militarna, to globalna poczekalnia dla ofiar recesji.

Czegoś takiego nie obserwowaliśmy w całej historii światowego handlu. Normalnie o tej porze roku wypełnione po brzegi statki kursują między największymi portami, aby surowce na czas dotarły do fabryk w Azji, a wyprodukowane przez nie towary zdążyły na Święta Bożego Narodzenia trafić na sklepowe półki w Europie i Stanach Zjednoczonych.

W tym roku sytuacja wygląda diametralnie inaczej – kilka tygodni przed szczytem najgorętszego okresu zakupowego 12% światowej floty towarowej stoi bezczynnie. Ekonomiści woleliby przymknąć oko na to zjawisko i wierzyć, że odbijające się wskaźniki dynamiki PKB i nastroje konsumentów oznaczają faktyczny powrót koniunktury. Prawdopodobnie woleliby również, aby zdjęcia z wód na wschód od Singapuru nie ujrzały światła dziennego.

Miejsce postoju dla bezzałogowych „statków-duchów” wyznaczono pomiędzy Singapurem a południową Malezją, gdzie wybrzeża porośnięte są gęstą, tropikalną dżunglą. Rybacy z okolicznych wiosek kierowani są przez ochronę frachtowców na otwarte wody. Brytyjski dziennikarz, który wybrał się w te okolice donosi, że na niektórych statkach nie ma żywej duszy, a po nienaturalnym poziomie zanurzenia okrętów łatwo ocenić, że stoją one bez załadunku. Każda, nawet najmniejsza łódź zbliżająca się do gigantycznej poczekalni globalnych przewoźników wywołuje przerażenie u nielicznych osób znajdujących się na pokładach – obawiają się oni najazdu piratów, przed którymi nie mieliby najmniejszych szans na obronę. Co oznacza to tajemnicze zjawisko?

Balic Dry odporny na spekulantów
Aby to zrozumieć przenieśmy się o kilka tysięcy mil morskich, do miejsca, z którego koordynowany jest światowy handel i transport morski – do Londynu. To tutaj na giełdzie Baltic Exchange każdego dnia o godz. 13 ponad 400 brokerów sprawdza, ile kosztuje przewóz surowców i sypkich towarów na głównych trasach – np. ile trzeba zapłacić za przewóz 150 tys. ton rudy żelaza z Australii do Chin albo 80 tys. ton węgla z RPA na Tajwan.

Dla inwestorów wskaźnikiem, który obrazuje zmiany cen frachtów w globalnej skali jest indeks Baltic Dry. W przeciwieństwie do giełdowych indeksów nie jest on podatny na manipulację ze strony największych instytucji finansowych, gdyż jego wartości ustalane są wyłącznie w oparciu o rzeczywiste zamówienia na usługi firm transportowych, a dodatkowo nie jest on instrumentem bazowym dla żadnych instrumentów pochodnych, co mogłoby zachęcać spekulantów do wpływania na kurs.

Ceny frachtów w przeddzień kryzysu
W gronie analityków indeks ten uważa się często za jeden z lepszych wskaźników wyprzedzających koniunkturę w globalnym przemyśle oraz na rynkach surowcowych. Kiedy Baltic Dry Index (BDI) zwyżkuje oznacza to, że faktyczny popyt na usługi przewoźników rośnie, zatem kwitnie handel międzynarodowy.

Rekordową wartość ponad 11600 pkt osiągnął w maju 2008, czyli na kilka tygodni przed rozpoczęciem Igrzysk Olimpijskich w Pekinie, gdy Chiny rzutem na taśmę kończyły wielkie projekty budowlane, a wychodzący na jaw kryzys finansowy wydawał się być jeszcze wyłącznie lokalnym problemem USA (kredyty subprime). O tym, jak drastycznie zahamowała światowa wymiana towarowa w kolejnych miesiącach może świadczyć fakt, że w grudniu 2008 r. BDI osiągnął wartość poniżej 700 pkt. W tym samym czasie zakończyła się hossa na rynku surowców, a trudności w pozyskaniu finansowania (kolejny etap kryzysu) wyeliminowały z rynku tysiące międzynarodowych firm.

Chiny kończą ciągnąć światowy handel
W styczniu tego roku Balic Dry odbił się powyżej 1000 pkt. W ciągu pierwszego półrocza Chiny, wykorzystując okazyjnie niskie ceny (i własne nadwyżki finansowe), uzupełniały zapasy metali i innych surowców w tempie nie obserwowanym nawet przed latem 2008 r. Było to jednym z najważniejszych czynników pobudzających światową gospodarkę.

W czerwcu BDI zbliżył się w okolice 4300 pkt, czyli odrobił prawie połowę spadków z drugiej połowy 2008 r. Wzrost tego indeksu o kilka tygodni wyprzedzał powrót kupujących na rynek miedzi i innych surowców. Jednak wiara, że taki stan rzeczy może być długotrwały, to złudzenia pozbawione racjonalnych podstaw.

Korporacje międzynarodowe (głównie handlujące metalami przemysłowymi) prezentując zaskakująco dobre wyniki za drugi kwartał 2009 r., przestrzegały inwestorów, że nienaturalnie wysokie zamówienia ze strony Chin zaczynają wysychać. Jeśli to niewystarczający argument, to dodajmy, że władze Państwa Środka negocjując z takimi firmami jak Rio Tinto czy BHP Billiton, zdołały uzyskać rabaty rzędu 30-40% na ceny metali obowiązujące do końca 2010 r.

Przewoźnicy opuszczają kotwice
Od szczytów z czerwca do połowy września 2009 r. BDI spadł o 43%. Analitycy ankietowani przez agencję Bloomberg szacują, że do końca roku koszt wyczarterowania statku towarowego wielkości Statuy Wolności (w branży transportowej rozmiar ten określa się mianem capesize) spadnie o połowę, z ok. 38 tys. USD za dobę do 18 tys. USD.

Stawki frachtowe spadły przeciętnie od tegorocznych rekordów o ok. 56%, a organizacja OECD prognozuje, że światowa wymiana towarowa będzie w 2009 r. o 16% niższa niż przed rokiem. Ceny transportu drogą morską różnią się znacząco dla poszczególnych typów okrętów, ale ogólna tendencja przemawia zdecydowanie na niekorzyść przewoźników. Ponad rok temu wyczarterowanie tankowca Aframax (ok. 80-120 tys. ton) na jeden dzień kosztowało 50 tys. USD, obecnie jest to nieco ponad 5500 USD za dobę.

Trudno się dziwić, że statki przestają kursować, skoro ich właściciele muszą dopłacać do interesu. Jeden z największych na świecie przewoźników, firma Maersk, w pierwszym półroczu 2009 r. po raz pierwszy w 105-letniej historii działalności odnotowała stratę.

Nowych statków przybywa szybciej niż kiedykolwiek
Popytowa część rynku to tylko jedna strona medalu. Tajemnicze zgromadzenie olbrzymich frachtowców na wodach pomiędzy Singapurem i Malezją po części wyjaśniać może przemysł stoczniowy. W tym roku, według firmy Fearnley Consultants A/S, światowe stocznie oddadzą do użytku 146 okrętów o najwyższym tonażu (capesize to statki przewożące powyżej 172 tys. ton), a to oznacza wzrost liczebności floty (wyłącznie w tej kategorii wagowej) o 28%.

Dyrektor największego londyńskiego brokera morskiego, firmy Clarksons, szacuje, że podaż (mierzona tonażem floty) wzrośnie w tym roku łącznie o ok. 12%., przy jednoczesnym spadku popytu na transport kontenerów o ok. 8%.

Produkcja statków rządzi się swoimi prawami. Zamówienia składane są przeważnie z trzyletnim wyprzedzeniem, dlatego niezwykle trudno planować posunięcia. W tym roku na wody wpłyną okręty, które zamawiano w 2006 i 2007 r., czyli w okresie najlepszej koniunktury. Południowokoreańskie stocznie odpowiedzialne za ok. 40% globalnego rynku miały do tej pory ręce pełne roboty, obecnie narzekają na zupełny brak zamówień. W 2005 r. paniczna wręcz fala zamówień wynikała z faktu, że tonaż dostępnej floty przewyższał zapotrzebowanie zaledwie o 0,7%, a w portach tworzyły się kolejki. Na wystąpienie podobnych warunków w najbliższych latach branża stoczniowa i przewoźnicy morscy nie powinni liczyć.

Jakie z tego wnioski dla inwestorów?
Dla przeciętnego inwestora powyższe fakty mogą nie nieść jednoznacznych wniosków. Ceny akcji idą przecież w górę od pół roku, a giełda według ekonomistów podobno wyprzedza o kilka miesięcy zjawiska zachodzące w realnej gospodarce. Za kilka miesięcy sezon świątecznych zakupów może jednak przynieść zimny prysznic.

Sądząc po zamierającym ruchu morskim czy kilkudziesięcioprocentowych spadkach eksportu w największych gospodarkach świata można sądzić, że Amerykanie i Europejczycy nie potrzebują więcej konsol do gry i telefonów komórkowych z Azji – przynajmniej w tym roku. Warto więc liczyć się ze scenariuszem, że zimą Mikołaj przyniesie rózgę ekonomistom zbyt powierzchownie oceniającym rzeczywistość.

Źródło: Raport Open Finance, Łukasz Wróbel.

Czy fora dyskusyjne mogą być źródłem wsparcia?

2009 wrzesień 24

Podsumowanie pracy magisterskiejsilhouette

W końcu po długiej przerwie… postanowiłem fragment z wynikami opublikować. Miałem napisać już dawno, ale zawsze coś wypadało… Po części za opóźnienia można obwinić badanie, które choć ambicje były duże (o udział w badaniu poprosiłem około 1300 osób)… Nie wyszło (o tym przeczytacie w ograniczeniach badania). Jednak obiecałem większości z was… i sumienie mnie gryzie ;) Dlatego przesyłam ten o to fragment pracy…

     Drogą wyjaśnienia. Nie nazywam się Artur Z. a Jakub Zieliński. Pseudonimu używałem ze względu na uczestniczenie w niektórych forach/gronach, a nie chciałem aby moja osoba była powiązania w jakikolwiek sposób z badaniem. Przepraszam za wprowadzenie w błąd. Cała reszta się zgadza ;) Czyli pomogliście mi napisać pracę magisterską i badanie było anonimowe ;)

     Praca dedykowana jest Mateuszowi P. z którym dość blisko się znałem (w internecie + trochę w realu), a który nie otrzymał wystarczającej ilości wsparcia, by dalej być z nami. To był taki punkt zwrotny przy wyborze tematu pracy/życia, chciałem sprawdzić, czy fora/grona pomagają… zmierzyć czy istnieją jakieś różnice… zrobić krok w badaniach…

     Celem badania było sprawdzenie czy fora wspierające skupione wokół tematyki problematycznej (depresje, samobójstwa itd.), gdzie użytkownicy otwierają się przed „obcymi” wyrażając własne lęki i obawy – mogą być źródłem wsparcia. Ponadto interesowało nas, czy rodzaj aktywności wpływa na poziom wsparcia. Innymi słowy czy czytanie bądź pisanie ma wpływ na poziom naszego wsparcia.

1.1.   Wnioski z badań

Badając, czy osoby będące uczestnikami na forach neutralnych mają istotnie wyższy poziom wsparcia od osób korzystających z for wspierających. Zakładaliśmy zgodnie z teorią, na której oparta jest skala SWS, że uczestnicy for neutralnych będą odczuwali wyższy poziom wsparcia. Jest to zgodne z założeniem, że wysoki poziom wsparcia wzmacnia naszą odporność i sprzyja zachowaniu zdrowia psychicznego. W takim wypadku osoby, które nie mogą liczyć na oparcie wśród swoich bliskich, osoby opuszczone, odizolowane od społeczeństwa, wcześniej czy później popadają w depresję czy zapadają na inne choroby i to właśnie one powinny znaleźć się na forach wspierających poszukując pomocy, a tym samym wykazując niższe wyniki.

     Rozpoczynając analizę uznałem, że opiszę wyniki dla poszczególnych typów wsparcia, zachowując wcześniejszą kolejność i rozpoczynając od najbardziej ogólnych.

     Założenie, że na forach neutralnych znajdują się osoby z wyższym poziomem wsparcia ogólnego, zarówno w rodzinie, jak i wśród dalszych krewnych i kolegów ze szkoły, zostało potwierdzone. Można, więc przypuszczać, że nie potrzebują oni pomocy internetowej, bo mają wystarczające zasoby, by otrzymać wzmocnienie od najbliższych.

     Odwrotnie sytuacja ma się w przypadku uczestników for wspierających, których niższe wyniki dla wsparcia (w grupach rodzice, rodzeństwo inni krewni) wskazywałyby, że ludzie Ci są bardziej osamotnieni, mają słabszą sieć społecznych kontaktów i zapewne rzadziej mogą korzystać z pomocy udzielanej przez najbliższych. Uzasadnia to skłonność do poszukiwania pomocy online.

     Kolejne z założeń – wsparcie dla grup znajomi online i znajomi tylko online będzie istotnie wyższe po okresie dwóch tygodni – co hipotetycznie uznajemy jako oddziaływanie wspomagające grupy. Badania wskazują jednak na tendencję odwrotną. Wyniki w drugim pomiarze są niższe w porównaniu do wcześniej zarejestrowanych. Możliwym wytłumaczeniem zjawiska jest czas przeprowadzania badania. Jak już wspominałem, rozpoczynało się ono w okresie przed bożonarodzeniowym, kiedy wieludsc00010 z nas najdotkliwiej odczuwa samotność. Często sytuacja ta przybiera charakter kryzysowy, a to z kolei wymusza poszukiwanie wsparcia. Jeżeli więc nasi ankietowani zwiększyli swoją aktywność na forach rozmawiając w wątkach poświęconych świętom i obawom związanym z nimi i jeśli otrzymali w dyskusjach poszukiwane wsparcie, mogłoby to spowodować wyższy wynik w pierwszym pomiarze. Trudno byłoby przekroczyć go przy drugim badaniu, które przypadło na „okres neutralny”. Jest to z pewnością interesujące zjawisko, które warto zbadać w przyszłości.

     Inną „anomalią” są wyniki wsparcia dla kolegów z osiedla dla grupy wspierającej, gdzie pierwszy pomiar pokazał niższy wynik niż drugi – podważając „efekt świąt”. Można to tłumaczyć brakiem kontaktu, związanym z wyjazdami kolegów do rodzin, a późniejszy wzrost ich powrotem.

     Innym ciekawym wynikiem jest analiza poziomu wsparcia pod względem ilości pisanych postów. Gdzie wykazano istotne różnice tylko w przypadku for neutralnych. Jest to o tyle interesujące, że teoretycznie zakładaliśmy, że to w grupach wspierających czynnik pisanie/czytanie powinien mieć znaczący wpływ na samopoczucie. Tymczasem nie udało się zaobserwować żadnej istotnej różnicy.

     W przypadku for neutralnych osoby piszące dużo wiadomości miały wyższy poziom wsparcia od osób, które pisały mało wiadomości. W grupie Inni sytuacja przedstawia się odwrotnie. Wyniki te dotyczą jedynie pomiaru drugiego, ale być może są one spowodowane odnowieniem się kontaktów z rodziną. Zabrakło tu niestety rozróżnienia, z których dokładnie for neutralnych pochodziły „wyższe” wyniki. Być może niektóre, np. „wedwoje.pl” sprzyjało opowieściom o przeżytym wspólnie z małżonkiem/żoną święcie.

     Idąc dalej drogą analizy, można powiedzieć, że w przypadku wsparcia informacyjnego otrzymaliśmy wyniki nieco zaskakujące. Ten rodzaj wsparcia jest związany z przekazywaniem człowiekowi rad, ważnych informacji, co wydawałoby się, że sprzyja wirtualnej wymianie poglądów. Tymczasem w badaniu prawie nie otrzymaliśmy istotnych wyników. Badanie pod kątem pierwszego i drugiego pomiaru mówi nam, że tak jak i wcześniej użytkownicy for neutralnych wykazują wyższy poziom wsparcia informacyjnego aniżeli użytkownicy for wspierających, co można by tłumaczyć większą otwartością na dialog w domach osób z for neutralnych? Pojawia się tu pewna anomalia której warto przyjrzeć się bliżej, mianowicie w pierwszym pomiarze w roli wspierających występują koledzy ze szkoły/uczelni, a przy ponownym badaniu ich miejsce zastępują osoby z grupy inni krewni. Jest to być może optymistyczny sygnał, że „efekt świąt” utrzymuje się długo (nawet po upływie dwóch tygodni)?

     Przyglądając się wynikom bez rozróżnienia na fora wspierające i neutralne udało się uzyskać istotny wynik dla Znajomych online i real, którzy w pierwszym pomiarze wykazali wyższy poziom wsparcia. Raz jeszcze nasuwa się wniosek, że może to być spowodowane „efektem świąt”.

     Zapoznawszy się wnikliwie z pytaniami, które przypisano użytej w badaniach skali:

  1. „Cierpliwie tłumaczą, gdy czegoś nie rozumiem;
  2. Ostrzegają mnie, gdy grozi mi niebezpieczeństwo;
  3. Przy podejmowaniu ważnych decyzji ich rady okazały się cenne;
  4. Zdarza się, że celowo wprowadzają mnie w błąd.” (Kmiecik Baran 2000 s. 53),

     możemy zrozumieć, czemu tej formy pomocy badania nie odczuwali. Fora internetowe owszem pozwalają nam uzyskać odpowiedzi na postawione pytania, ale często towarzyszą tym wypowiedziom: brak spokoju i cierpliwości ze strony wspierających. Osoby, które są na forach od lat, przeważnie odsyłają do wcześniejszych dyskusji, gdzie odpowiadano już na pytania – co można uznać za brak cierpliwości. Drugie pytanie z ankiety dotyczące zagrożeń, również nie pasuje do specyfiki grup online, która zwykle dowiaduje się „po” wydarzeniu, ze względu na impulsywny charakter tego działania. Właściwie chyba dopiero pytanie trzecie ma odzwierciedlenie w życiu grup wirtualnych, gdzie w toczących się dyskusjach trwa wymiana argumentów na poruszane przez użytkowników tematy. 

     Zgodnie z przypuszczeniami, także w przypadku wsparcia instrumentalnego (konkretna pomoc, pożyczenie pieniędzy, zrobienie zakupów itd.), osoby z for neutralnych mogą liczyć na większe wsparcie w świecie rzeczywistym niż osoby piszące na forach wspierających. Raz jeszcze najbardziej wspierającą grupą okazali się rodzice, co może wskazywać na wciąż silne więzi rodzinne. Choć wynik równie dobrze może być spowodowany dominującą grupą wiekową (15-26 lat) wśród przebadanych.

     Także i we wsparciu instrumentalnym udało nam się uzyskać istotnie wyższe wyniki na forach wspierających dla grupy znajomi online, choć wyniki te pojawiły się w pierwszym pomiarze, co można wytłumaczyć wpływem okresu świątecznego. Wynik ten może wskazywać, że znajomi online są ważną częścią życia badanych użytkowników i w chwili kryzysu otrzymują od nich wsparcie.  

     Hipotezę „świąteczną” zdaje się potwierdzać wyższy wynik dla rodziców w pierwszym pomiarze, kiedy na pewno byli bardziej skłonni pomagać, ofiarowywać prezenty i dzielić się materialnie – co jest szczególnie akcentowane zwłaszcza w okresie świąt Bożego Narodzenia..

Sens życia     Punktem na który warto zwrócić uwagę jest średni poziom wsparcia instrumentalnego, który okazuje się wyższy aniżeli np.: wsparcie emocjonalne czy wartościujące. Można zadać sobie pytanie, czy jest to potwierdzenie obserwowanej tendencji do zastępowania czułości, materialną pomocą. Jednak równie prawdopodobnym wytłumaczeniem tego wyniku, jest „mierzalność” pomocy instrumentalnej, którą łatwiej dostrzec i łatwiej ofiarować. W przeciwieństwie do wsparcia wartościującego  (dające odczuć, że jednostka jest zdolna do sprawnego funkcjonowania, pokonania przeciwności i życia w grupie), gdzie trudniej jest skutecznie zaszczepić w bliskim, że jest zdolny do pokonania przeciwności.

     Jednak także w tym przypadku, choć średnie wyniki są niższe niż we wsparciu instrumentalnym, użytkownicy for neutralnych mogą liczyć na większe wsparcie. Wyjątek stanowi grupa znajomi online, gdzie użytkownicy grup wspierających otrzymują wyższy poziom wsparcia. Podobnie jak wcześniej, tak i tym razem w pierwszym pomiarze zaobserwowaliśmy wyższy wynik, co można wyjaśnić efektem świąt.

     Interesujący jest wynik dla grupy wspierającej, gdzie zabrakło takich grup jak rodzice, rodzeństwo, inni krewni. Może to wskazywać na realny brak więzi w rodzinie, co prawdopodobnie przekłada się na problemy adaptacyjne i skłonność do zachowań i myśli depresyjnych. Brak istotnych wyników, nasuwa pytanie jak wyglądają relacje w danej rodzinie? Czy ten brak wsparcia jest spowodowany krytyczną postawą wobec swoich bliskich? Bądź długotrwałych konfliktów? Zadając te pytania warto przyjrzeć się kolejnej ze skal.

     Wydaje się, że nie jest zaskoczeniem, że w przypadku wsparcia emocjonalnego (dające do zrozumienia, że można polegać na danej grupie/osobie i szukać u niej pomocy) istnieją znaczne różnice. Osoby depresyjne wykazują znacznie niższe wyniki od osób korzystających z for neutralnych, co jest zgodne z wcześniej zaobserwowaną tendencją.dziewczynka-z-mleczem

     To, co przykuwa uwagę to znaczne różnice w wartościach dla poziomu wsparcie w obu grupach. Średnie w żadnej z innych skal nie wykazały tak rozbieżnych wyników. Jest to jak gdyby punkt podsumowujący obraz relacji użytkowników for wspierających, którzy wydają się opuszczeni i osamotnieni na tle grupy neutralnej.

     Podsumowując powyższe wnioski, warto zauważyć, że podczas szukania chętnych do badania zaobserwowałem znaczną przewagę kobiet pod względem liczebności na forach wspierających. Jest to zgodne z kobiecą tendencją do dzielenia się swoimi uczuciami. Jednocześnie dwa przypadki skutecznych zamachów samobójczych dotyczyło mężczyzn, co również zgadzałoby się z powszechną opinią/statystykami, że choć kobiety częściej chorują na np. depresję i częściej podejmują próby samobójcze, to jednak są one mniej skuteczne.

     Inna obserwacja dotyczy takich grup jak sąsiedzi oraz nauczyciele, które nie wykazały istotnych różnic w żadnej ze skali. Nie jest jednak jasne, co jest przyczyną takiej sytuacji. Być może nasze osiedla sprawiają, że stajemy się anonimowi, a nauczyciele nie okazują wsparcia?

1.2.   Ograniczenia pracy

Biorąc pod uwagę powyższe wyniki, warto pamiętać o popełnionych błędach i krytycznie odnieść się do następujących elementów badania.

     Należy pamiętać o zakresie wiekowym przebadanej grupy, który waha się od 15 do 53 roku życia, a zatem grupa była bardzo zróżnicowana w rozwoju psychicznym. Nie udało się niestety wyłonić grupy bardziej zbliżonej psychorozwojowo, ze względu na małą ilość wypełnionych podwójnie ankiet.

     Warto również zwrócić uwagę na dysproporcje w liczebności dotyczące płci. Jedynie 10-ciu mężczyzn wypełniło obie ankiety przy 64-ech kobietach.

     Kolejne zastrzeżenia dotyczą samego narzędzia, które nie było przystosowane do tak zróżnicowanej wiekowo grupy. Wiele pytań okazało się całkowicie pozbawionych sensu dla badanych. Np. pytanie o „udzielane wsparcie przez kolegów ze szkoły” w przypadku osoby 53 letniej jest całkowicie nietrafione – a jednak badani musieli zaznaczyć jakąś odpowiedź, co zakłóciło wyniki. Podobnie osoby w wieku 27-30 lat zgłaszały w wysyłanych mailach, że w ich życiu najważniejszymi osobami są partnerzy czy małżonkowie, a takiej grupy zabrakło w kwestionariuszu.

     Kolejnym błędem okazał się dwutygodniowy okres inkubacji i oczekiwanie, że badani będą po tym okresie pamiętali swoje nicki. Przy tego typu badaniach lepiej byłoby wykorzystać email, ewentualnie datę urodzenia, jako punkty identyfikacyjne. Są one bowiem na tyle unikalne, że zmniejszyłyby ilość utraconych wyników, a jednocześnie nie narażają tak bardzo anonimowości – zwłaszcza prośba o datę urodzenia. Należy tutaj zwrócić uwagę, że o udział w badaniu poproszono aż 1300 osób! Drugą ankietę wypełniło już tylko 130 osób, a po weryfikacji zakwalifikowano tylko 74 ankiet. Stracono w sumie około 300 wyników (pierwsze + drugie badanie). Wiele osób sygnalizowało, że wypełnia drugi raz ankietę, ale nie pamiętają użytego wcześniej nicku. Dlatego poruszana tu kwestia wydaje się istotna.

     Dodatkowym czynnikiem zakłócającym wyniki, był specyficzny okres w którym przeprowadzono badanie. Rozpoczęto je tuż przed okresem Świąt Bożego Narodzenia, co nie jest momentem neutralnym w naszym życiu. To właśnie w tym okresie, wiele osób odczuwa dotkliwiej samotność (wzrost liczby samobójstw), czy też odwrotnie – czuje się mniej opuszczona.

     Czasu dotyczył jeszcze jeden z popełnionych błędów. Choć wysyłanie wiadomości następowało systematycznie i zgodnie z procedurą (według określonej kolejności powtarzanej w obu pomiarach), to jednak nie istniał żaden sposób kontroli, kiedy ankieta została wypełniona. Badani, choć otrzymywali wiadomość określonego dnia, mogli wypełnić ankietę np. tydzień później i otrzymać drugą ankietę tylko tydzień po pierwszej – co mogło mieć wpływ na wynik.

     Kolejnym z ważnych czynników jest pierwotny podział na grupy. Warto przypomnieć, że każde z for (w sumie około 9) początkowo podzielone było na cztery grupy: starych aktywnych użytkowników, starych nieaktywnych użytkowników, nowych aktywnych i nowych nieaktywnych użytkowników. Niestety z powodu niskiej ilość danych, podział został zastąpiony grupami: fora wspierające oraz neutralnymi. Oznacza to, że wśród użytkowników for wspierających pewną część być może stanowią osobnicy nieaktywni na danym forum, którzy zostali „przywołani”, aby wypełnić ankietę. Dodatkowo wymieszały się wyniki użytkowników z takich for jak np. psychotekst (mocno wspierające z moderacją i opieką osób związanych z psychologią) z forum depresja (ma luźniejszą, mniej profesjonalną formę, gdzie dopuszczalna jest otwarta krytyka oraz agresja słowna) to wymieszanie na pewno wpłynęło na otrzymane wyniki.

     Innym błędem był brak pytania o „ważne sytuacje życiowe”, które mogły wydarzyć się u ankietowanych. Okres świąt bądź czas, kiedy dana osoba wypełniała ankietę, mógł być kojarzony z jakimś ważnym przykrym bądź radosnym doświadczeniem. Np. ktoś bliski mógł popełnić samobójstwo, umrzeć, czy narodzić się. Warto w następnych badaniach zadbać o kontrolę takich czynników, choćby pytając o to czy wydarzyło się coś znaczącego, co mogłoby wpłynąć na wyniki wypełnionej ankiety, dając jednocześnie pole do otwartych komentarzy w przypadku odpowiedzi twierdzącej.

1.3.   Co warto badać w dalszych badaniach?

Choć wyniki przeprowadzonego badania nie odpowiedziały rzetelnie na żadne z wcześniej postawionych problemów. Stały się inspiracją do postawienia nowych pytań.

     Prace nad depresją (np. teoria triady depresyjnej A. Becka (za: Sęk H. 2006) wskazują na zaburzone trzy obszary poznawcze: negatywne myśli o sobie, o świecie i o przyszłości. Grupa badana jest zróżnicowana na wielu płaszczyznach. Otrzymane w pracy wyniki mogą dotyczyć, więc nie tyle realnych różnic we wsparciu, jakie otrzymywali nasi badani, a raczej być efektem sposobu postrzegania rzeczywistości i zwiększonej krytyczności względem otrzymywanego wsparcia tzw. „czarnowidztwa” w jednej z grup.

     Innym ważnym czynnikiem do zbadania jest powód, dla jakiego użytkownicy trafiają na podobne fora. Czy przyczyną jest wystąpienie kryzysu? Jeżeli tak, to czy aktywność na forum pozwala go przejść pomyślnie, czy też nie ma na to większego wpływu?

     Z punktem powyższym wiąże się w pewnym stopniu pierwotny podział na grupy. Miał on na celu zbadać, czy istnieją istotne różnice w poszczególnych grupach. Dla przypomnienia byli to: stali użytkownicy forum-aktywni, stali użytkownicy
forum–nieaktywni, nowi użytkownicy–aktywni (piszący wiadomości) oraz nowi użytkownicy – nieaktywni. Gdyby udało się zachować taki podział ciekawe byłyby zmiany u osób nowych oraz jaki wpływ na zmianę w poziomie wsparcia miał rodzaj aktywności (czytanie-pisanie).

     Innym ciekawym czynnikiem jest wzmożona aktywność osób depresyjnych na forach. Jak wykazały wyniki użytkownicy depresyjni częściej szukają wsparcia od znajomych z internetu i pytanie brzmi: co jest przyczyną? Czy badani pierw wycofują się ze świata realnego w wyniku czego zaczynają mieć kłopoty i trafiają na fora wspierające? Czy może trafiają na takie grupy, by powoli zastępować realne przyjaźnie wirtualnymi?

     Ciekawe wyniki może również pokazać analiza aktywności w postaci ilości pisanych bądź czytanych maili. Interesujący jest wpływ aktywności na poziom wsparcia u badanych.

     Ostatnim w tej pracy punktem jest wynik otrzymany dla okresu świątecznego (pierwszy pomiar), który wykazuje wzrost wsparcia. Warto zaobserwować zmiany zachodzące przed, w trakcie, jak i po świętach.

1.4.   Rady dla przyszłych badaczy

Badając społeczności na forach należy pamiętać o regulaminach takich grup. W wielu przypadkach prowadzenie badań jest zabronione i trzeba otrzymać zgodę administratorów. Innym ważnym punktem, są zabezpieczenia antyspamowe ograniczające możliwości wysyłania wiadomości, co bardzo spowalnia proces kontaktu.

     W sytuacji tworzenia wielkiej bazy danych (jak w powyższym badaniu) wskazane jest przy ewentualnym drugim pomiarze zadawanie ankietowanym ukrytych pytań kontrolnych, które pozwoliłyby sprawdzić czy nadal należą oni do danego forum/grupy.

I to by było na tyle… mam nadzieję, że choć częśc osób tu dotarła ;)

Autor: Jakub Zieliński.

Czy warto pomagać innym?

2009 wrzesień 24
autor: Zyje_sobie

Pomaganie ludziom wzrastać i spełniać marzenia jest najszybszą drogą do sukcesu – zarówno ich, jak i Twojego. – T. Harv Eker

Bunt punków bez ćpania, picia i seksu… tchórzliwość, czy świadoma decyzja?

2009 wrzesień 20
silhouetteWrzucam artykuł z onet.pl może nie wszyscy przeczytali a jest dość ciekawy. Myślę, że to nowe ciekawe spojrzenie na nasz świat… Co prawda kłóci się z moim obrazem punka… ale od dawna niezbyt aktywnie śledzę zmiany w subkulturach… Zapraszam do lektury:

Pokolenie XXX – współcześni filareci

Gdy ich znajomi pieczętują udanie zakończoną sesje na uczelni kilkoma szklankami piwa, oni sączą sok ananasowy. Weekendowe wypady do pubu też nie kończą się dla nich nieznośnym bólem głowy, a ich dopiero co zawarte znajomości nie mają finału w łóżku. Nie palą papierosów, nie szukają dodatkowych podniet w narkotykach. Wyrzekają się mięsa i krytykują konsumpcyjny styl życia swoich rozpasanych rówieśników. Jak sami mówią, na trzeźwo kroczą po prostej krawędzi życia. Pokolenie XXX. Współczesna wersja romantycznych filaretów.

 

Jarek ma 21 lat. Studiuje informatykę na jednej z prywatnych uczelni w Łodzi. Na pierwszy rzut oka nie wyróżnia się niczym szczególnym z tłumu swoich rówieśników. Krótko ostrzyżone włosy, okulary w ciemnej oprawie, na nogach trampki. Żadnej biżuterii, tatuaży, prowokacyjnych strojów.

Różnice między Jarkiem, a jego kumplami z roku można dostrzec dopiero w pubie. Gdy wszyscy zamawiają piwo, on prosi barmana o szklankę soku. Gdy na stole pojawiają się papierosy, tylko Jarek odmawia puszczenia dymka.

- Oczywiście, że wiem jak smakuje alkohol i nikotyna, ale używki nie są mi potrzebne do tego, żeby dobrze się bawić. Po którejś z kolei imprezie, którą przypłaciłem kacem i zgagą postanowiłem imprezować na trzeźwo.

Pewnie dla niektórych jestem zwykłym mięczakiem, ale nie obchodzi mnie to specjalnie. Jestem straightem – mówi nam Jarek.

Nie pij, nie pal, nie p…

Straight, a dokładnie straight edge, w dosłownym tłumaczeniu oznacza prostą krawędź. To filozofia życia, która przywędrowała do nas ze Stanów Zjednoczonych. Nieformalna doktryna ma niecałe trzydzieści lat.

Narodziła się w środowisku waszyngtońskich punków zmęczonych nihilistycznym podejściem do życia. Zamiast upijania się i faszerowania narkotykami, streight edge oferował abstynencję, a nawet wstrzemięźliwość seksualną. To co na początku wydawało się nie do przyjęcia, szybko zostało zaakceptowane przez młodych punków, może dlatego, że straight edge nie rezygnował z krytyki nastawionego na konsumpcję społeczeństwa. Zjawisko przerodziło się w międzynarodowy ruch, a socjologowie szybko znaleźli do niego definicje. Członkom subkultury przylepili łatkę”pokolenia xxx”. Nazwa wzięła się stąd, że wyznawcy ruchu podczas koncertów malowali sobie na dłoni znak “x”. Rytuał zaczerpnęli ze zwyczaju malowania “x” na dłoniach nastoletnich bywalców amerykańskich klubów. Dla barmana był to znak, by takiemu imprezowiczowi nie sprzedawać alkoholu. Dla straightów “x” stał się symbolem czystości. Do dziś trzy “x” oznaczają trzy główne zasady straight edge. Don’t drink, don’t smoke, don’t fuck. Manifest pokolenia wyśpiewany pierwszy raz przez zespół Minor Threat, który jest uznawany za ojców chrzestnych ruchu.

- Wiesz tu wcale nie chodzi o to, żebyś zamknął się w klasztorze. Abstynencja też nie jest celem w samym sobie. Nie pijemy, nie ćpamy, bo chcemy być świadomi. Chcemy mieć kontrole nad swoim życiem. Seks smakuje nam lepiej, kiedy jesteśmy z kochaną osobą, a nie z kimś przypadkowym, dopiero co poznanym. Straight tak naprawdę nie jest dla małolatów. Z naszych zasad nikt cię nie będzie rozliczał, nikt nie będzie cię kontrolował, czy ich przestrzegasz. Sam musisz narzucić sobie rygor, a to wymaga świadomej i dojrzałej decyzji. Nie każdego na to stać  – tłumaczy 24-letni Marek.

Maciej Miros

Franklin Roosvelt: Czy jesteś więźniem losu?

2009 wrzesień 19

“Ludzie nie są więźniami losu, a jedynie więźniami swoich własnych umysłów.” 
Franklin Roosevelt

Pułapka złych decyzji: czy właściwie oceniasza sytuację…

2009 wrzesień 17

284840Każdego dnia podejmujemy szereg decyzji, kierując się mniej lub bardziej logicznymi przesłankami. Podążamy za popędami, impulsami, czy emocjami. Jeżeli decyzja dotyczy tego czy zjemy zaraz hamburgera czy cheesburgera albo czy zdecydujemy się na kina bądź teatr – to nie jest tak bardzo ważna ocena sytuacji, czy głębsze zastanowienie. Zarówno kino jak i teatr dostarczy nam rozrywki.

Jeżeli jednak chcemy podjąć życiową decyzję, musimy być świadomi wpływów jakie na nas oddziałują. Czy warto iść do lepiej płatnej pracy, ale nudnej… czy może lepiej zaryzykować teraz mniejszą pensją ale rozwijać się? Przykładów może być wiele: wybór uczelni, dziewczyny/chłopaka, czy brać ślub, czy prowadzić dziś samochód czy pojechać autobusem. Od naszych decyzji i prawidłowej oceny zależy często jakość dalszego życia.

Jak lepiej oceniać sytuację? Jak być świadomym procesów? Anthony Robbins wymienia następujące 5 elementów, które wpływają na naszą ocenę.

  1. Stan - dotyczy on samopoczucia, tego czy wstaliśmy wypoczęci, czy zmarnowani po wieczornej zabawie. Może dopadło nas przeziębienie, czy dopiero co wypiliśmy witaminowy koktajl i tryskamy energią. Jeżeli jesteśmy zmęczeni, wyczerpani – stawianie przed nami kolejnych murów do przekroczenia, kolejnych wyzwań – sprawia, że często czujemy, że im nie podołamy. Zmęczenie może sprawić, że zrezygnujemy z dalszych prób… uznając, że “to nie dla nas”. Jednak już następnego dnia po odzyskaniu sił – to co wczoraj było niewykonalne… jest w zasięgu naszych możliwości. 
    •  Rada: Jeżeli podejmujesz istotne decyzje, staraj się to robić wtedy, gdy masz energię. Gdy czujesz, że posiadasz potencjał do zmierzenia się z tematem. Nie myśl o nowych wyzwaniach wieczorami, gdy czujesz, że ledwo trzymasz się na nogach. Nie decyduj o własnym zyciu, kiedy czujesz, że jesteś bliski łez… gdy coś załamało się. Z drugiej strony uważaj, aby nadmiar optymizmu, nie przysłonił Tobie zagrożeń. Staraj się oceniać na chłodno.
  2. Pytania - choć często nie zdajemy sobie z tego sprawy. Ocenie sytuacji często towarzyszą pytania, które stawiamy w myślach np.: mija nas atrakcyjna kobieta i siada na ławce obok w parku. Spoglądamy w jej stronę - ona na nas… Jak myślicie, co zrobi osoba, która pomyśli: “Czy nie byłoby wspaniale lepiej tą osobę poznać?” a co zrobi człowiek mówiący: “Ona jest za ładna. A co będzie jeżeli mnie odrzuci? Pewnie ma chłopaka? Może się obrazi?”
    Wydawałoby się, że moożliwości te same, a jednak sposób sformulowania pytań – rzuca na sprawę zupełnie inne światło… “A czy mam świeży oddech?:)”
  3. Hierarchia wartości - każdy z nas przez lata zdobywał doświadczenia. Stały się one źródłem do stworzenia indywidualnego/unikalnego systemu wartości. Dla osób ceniących bezpieczeństwo – sytuacja, która niesie: krzyk, hałas czy niepewność jutra - będzie niezbyt atrakcyjna. Odwrotnie dla człowieka, który wychowywał się wśród ciągłych wyzwań, aprobaty i rozsądnego nagradzania za sukcesy/porażki…
    Drugi ważny element: wszyscy staramy się dążyć do przyjemności, natomiast unikamy rzeczy nieprzyjemnych. Jak więc zmieniłoby się Twoje życie, gdybyś nagle zaczął/ęła kojarzyć przyjemność z ryzykiem? albo z całkowitym wycofaniem z życia społecznego? Dostrzegasz wpływ tego systemu na Twoją ocenę?
  4. Przekonania - wytwarzają się w toku życiowych doświadczeń. Sprawiają, że wiemy czego oczekujemy od siebie samego oraz innych. Jeżeli nasze przekonanie mówi: “Jeżeli ktoś kocha – spędza z nami każdą wolną chwilę…” To w sytuacji, gdy nasz partner powie: Chcę dziś odpocząć, spotkamy się jutro. Możemy poczuć się odtrąceni/niekochani. Podobnie gdy wychowujemy się w rodzinie, gdzie matka bije swoje dzieci czy nadmiernie pije alkohol. Jesteśmy dużo bardziej skłonni uznać to za normalne, niż osoby, w których takie zachowanie było piętnowane.  
  5. Mieszanina doświadczeń związanych z odniesieniami - jest to wszystko to czego doświadczyliśmy w życiu. Wszystkie te odniesienia są surowcem do stworzenia przekonań i hierarchii wartości. To właśnie one sprawiają, że nasz system wartości wygląda w ten, a nie inny sposób. Tutaj znajdują się doświadczenia z domu w którym się wychowaliśmy. Osoba bita i poniżana w dzieciństwie będzie miała inne odniesienia i wartości od osoby, która wychowała się w cieple i miłości.To właśnie te wydarzenia i to, którym z nich nadaliśmy szczegolne znaczenie sprawia, że nasza ocena jest “zaburzona”.

Mamy, więc pięć elementów wpływających na to, jak ocenimy daną sytuację: stan, pytania, hierarchię wartości, przekonania i mieszanina doświadczeń. Warto czasem na chłodno przypomnieć sobie o nich, gdy czujemy się oszukani, odrzuceni czy w chwili gdy nowe zadania przytłaczają nas.

Zakończę cytatem:

Mądrość człowieka jest wprost proporcjonalna nie do jego doświadczenia, ale do umiejętności doświadczania.
George Bernard Shaw

Artykuł przygotowany w oparciu o książkę “Obudź w sobie olbrzyma” Anthony’ego Robbinsa oraz “Optymizmu można się nauczyć” M. Selligman